Month

Styczeń 2015

Drobiazgi.

Nie przywiozłam ze sobą zbyt wielu rzeczy. Obawiałam się, że będę ich potrzebować dużo więcej, zajęły tylne siedzenie samochodu – wydaje mi się, że jest nieźle. Oczywiście, nie jestem z tych, co całe życie mieszczą w jednej walizce, ale też… Continue Reading →

Byłam dziś w lesie.

Założyłam ciepłą bieliznę, wzięłam najbrzydsze i zarazem najcieplejsze buty, jakie mam. Zawaliłam trochę z rękawiczkami, po godzinnym łażeniu były kompletnie przemoczone (ta umiejętność nie zanikła u mnie z wiekiem), dzięki kucaniu w śniegu tyłek też właściwie miałam mokry. Oraz: odświeżone… Continue Reading →

Hej, Kraków, przygarnij mnie, ale choć trochę na moich warunkach.

Czwarty raz zaczynam pisać tę notkę. Nie chciałabym sprawiać wrażenia użalającej się nad sobą, naiwnej, nieznającej realiów. Chcę tylko przekonać potencjalnych nieprzekonanych, że tak naprawdę, w ostatecznym rozrachunku, nie wolno o sobie zapominać. Że tak naprawdę, ważne jest nie przegapić… Continue Reading →

PUP – runda druga. Czy wiesz, że…

… że jeśli zarejestrujesz się w Urzędzie Pracy w połowie miesiąca, to najbliższy zasiłek zostanie ci wypłacony tylko za te dwa tygodnie? Oczywiście, nikt mi o tym nie powiedział, kiedy próbowałam się zarejestrować tydzień temu. Pieszo bym poleciała po tamto… Continue Reading →

Pierwszy efekt, pierwszy stresik.

Tak wygląda moje „centrum dowodzenia” – miejsce pracy, a raczej o pracę zabiegania. I powiedzmy sobie szczerze, w ostatnich dniach ekran mojego laptopa wyświetlał właśnie głównie bardzo podobne kadry do wyżej uchwyconego. Wciągnął mnie serial i tak naprawdę, od tygodnia… Continue Reading →

Przestałam pieprzyć.

Zobaczyłam dziś wyniki pewnego naboru. W instytucji, na pracy w której mi bardzo zależało. Ktoś był lepszy – zdarza się i zdarzy jeszcze wiele razy. A jednak podziałało to na mnie jakoś wyjątkowo mocno, znacznie mocniej, niż powinno. Sprawiło, że wstrzyknęłam… Continue Reading →

Miał być PUP, a jest… pupa?

Tak, podjęłam dziś próbę zarejestrowania się w Urzędzie Pracy. Jak łatwo się domyślić, zakończoną niepowodzeniem. To znaczy, przynajmniej z moich doświadczeń wynika, że takiego finału łatwo się domyślić – robię to właśnie bodaj trzeci raz w życiu i nie kojarzę, żeby… Continue Reading →

Budapeszt w weekend – okiem turystycznego laika.

Nie mam wielkiego doświadczenia w podróżowaniu. Właściwie nie mam żadnego… i właśnie dlatego historiami o moich wyjazdach chcę się tu z wami także dzielić. Dopiero zaczynam samą siebie przekonywać, że do takiego pisania mają prawo nie tylko jacyś mityczni traperzy z… Continue Reading →

O tym, co ja tu robię i dlaczego.

Zdaję sobie sprawę z tego, że to bardzo ważne, jak się zaprezentuję w pierwszym poście. Bardzo chciałabym, żeby był błyskotliwy, iskrzył dowcipem i zainspirował czytelników do odkrywczych przemyśleń. Na jakiśtam temat. Litości. Wczoraj był Sylwester. Witajcie na mojej stronie! Autorem nazwy… Continue Reading →

© 2017 Rzut beretem — Powered by WordPress

Theme by Anders NorenUp ↑