Ostatni raz widziałyśmy się dawno, na początku imprezy poprosiła – obiecaj, że opiszesz to na blogu!

Impreza jak impreza, jak co roku; dudniąco, ciemno, dywany, żyrandole, rozświetlony neon, wizualizacje, dobre jedzenie, dziwacznie poubierani ludzie. Unsound, no.

No więc – ja nie o tym.

Ja o tym, że bywają takie długo wyczekiwane piątki, kiedy najpierw kosmetyczka przypala ci frezarką piętę. Aż wyskakuje bąbel. A kiedy po prawie 3-godzinnej wizycie wracasz do domu, po zdjęciu butów odkrywasz, że jednak skarpetka przykleiła się do świeżego lakieru.

I to są czasem te same piątki, kiedy zamawiając na barze białego ruska, dostajesz wódkę z mlekiem.