Mam wrażenie, że wychodząc, zgasił światło. We mnie.

Że czasem próbuję się bawić z prądem, coś zaiskrzy – ale nie ma takiego spokojnego ciepłego, jasnego…

We mnie. Nie ma go we mnie.

Zgasił światło, spuścił rolety, zamknął coś na klucz.
Bóg mi świadkiem, że próbuję z tego wyjść, ale jak wyjść z samej siebie?..

On wyszedł – i zgasił światło.