Założyłam ciepłą bieliznę, wzięłam najbrzydsze i zarazem najcieplejsze buty, jakie mam. Zawaliłam trochę z rękawiczkami, po godzinnym łażeniu były kompletnie przemoczone (ta umiejętność nie zanikła u mnie z wiekiem), dzięki kucaniu w śniegu tyłek też właściwie miałam mokry. Oraz:
odświeżone myśli
kilkadziesiąt nowych zdjęć
gile u nosa
uśmiech od ucha do ucha.

Potrzebowałam czasu z samą sobą, przewietrzyć głowę, wziąć głęboki wdech. Przed rozbiegiem. Przed tym wszystkim, co już naprawdę się zaczęło – trochę inaczej, niż sobie zaplanowałam. Niż wydawało mi się, że miałam zaplanowane.

Kiedy zaczyna się coś ważnego, nie lubię za dużo o tym gadać. Stąd moje milczenie mimo niezaprzeczalnego faktu, że miałam o czym pisać.
A teraz do opowiedzenia jest tyle, że możecie być pewni się większego, niż zwykle, przynudzania. Będę je więc urozmaicać obrazkami z tego mojego spaceru.

6272_25

6232_26 Rozmowa kwalifikacyjna, o której wspomniałam pod koniec ostatniego wpisu, była bardzo udana. Myślę zresztą, że był to między innymi efekt tych nieszczęsnych wcześniejszych spotkań – pomogły mi nabrać dystansu. Owszem, i tak się stresowałam, ale już nie przypominało to wewnętrznego przekonania, że świat runie, jeśli znowu nie dostanę pracy. Zwłaszcza, że aplikowałam na stanowisko kierownika biura, a powiedzmy sobie szczerze, że nie jestem osobą, dla której szczytem marzeń jest móc zaszyć się wśród segregatorów.

Dlaczego więc napisałam wam, że istnieją argumenty za tym, żeby się o to stanowisko postarać?
Branża, w której firma działa.
Powiedzmy, że związana z kulturą, a jeszcze bardziej – ze sztuką. Z designem. Z kreowaniem.

6236_61

6235_38

6246_58Poza tym, choć do niedawna nie byłam tego świadoma, ja po prostu lubię rywalizację. Do gry mogę przystępować „z pewną taką nieśmiałością”, kiedy jednak już kości zostaną rzucone, wtedy sprawę zaczynam traktować serio. Prawdopodobnie, będę się starała ukryć, że zależy mi na wygranej, ale owszem – będę chciała wygrać. Lub przynajmniej znaleźć się możliwie jak najbliżej podium.
Za pośrednictwem strony, z której korzystałam przy aplikowaniu na to stanowisko, dokumenty wysłało ponad 100 osób. Jestem pewna, że drugie tyle przesłało CV, znajdując ogłoszenie w innych miejscach.
Zaproszono mnie na rozmowę? „Wybrano mnie spośród milionów”?
Zatem postaram się wypaść jak najlepiej.
Nawet, jeśli po cichu mam nadzieję, że „kierownik biura” to tylko ciekawa metafora absolutnie hiperaktywnego zajęcia.

6242_73Było miło.
Luźno.
Obiecująco.
Ciepło!
Tak, zwracam czasem uwagę na drobiazgi. Także na to, że ciepło pochodziło ze zdobionych kaloryferów, pierwszy raz na żywo widziałam tak ładne kaloryfery, przysięgam. I jeszcze na to, że to ja siedziałam pod oknem. Nie znoszę na takich rozmowach siedzieć pod światło, musieć mrużyć oczy i czuć się wręcz prześwietlaną.

Bezczelnie zapytałam, czy przewidywany jest jakiś drugi etap procesu rekrutacyjnego, a jeśli tak, na kiedy jest planowany. Koniec tygodnia, początek następnego. Czyli spoko, dziękuję, do widzenia, do widzenia.

Wieczorem wróciłam na Śląsk, a następnego dnia rano, wracając z jogi, usłyszałam dzwonek telefonu i zjeżdżając na parking, czułam, wiedziałam, że to oni.

6245_71

6244_52I tak oto, kolejnego dnia rano, znowu pędziłam do Krakowa.

– Pani Agnieszko, tak naprawdę, zaprosiliśmy panią tutaj, bo chcemy pani zaproponować inne stanowisko niż to, o które się pani ubiegała.

Kiedyś już usłyszałam podobne słowa.
Wtedy myślałam, że złożyłam papiery do firmy, organizującej imprezy integracyjne, a okazało się, że firma ma też sklep internetowy i potrzebują kogoś właśnie do działu sprzedaży. Ofert pracy mało, co będę wybrzydzać – odpowiedziałam wtedy szczerze i dostałam tę pracę, i utknęłam na przewalenie długie trzy lata.

Tym razem jest zupełnie odwrotnie i dostałam szansę tak fajnego zajęcia, że… jakby wam to powiedzieć…

6257_62

6250_47

Wyobraźcie sobie, że składacie dokumenty do firmy, której działalność jest dla was tak ciekawa, że nie jest dla was ważne, w jakim charakterze zostaniecie w tej firmie zatrudnieni. Po prostu chcielibyście być częścią tego zespołu, zdobyć u nich doświadczenie, być blisko tego, co wam się tak bardzo podoba.
Startujecie więc na stanowisko, które wydaje wam się mało ambitne, ale wiecie, że sobie na nim doskonale poradzicie, rzeczywiście macie zresztą odpowiednie kwalifikacje, a tak naprawdę, po prostu chodzi wam o to, żeby, no, może nie aż „oddychać tym samym powietrzem”, ale móc podglądać pracę tych ludzi i być blisko projektów, które realizują.

A oni proponują wam rzeczywiście bycie częścią zespołu. Realny udział w tych projektach. Dają do zrozumienia: jesteś lepsza, niż myślisz i my chcemy dać ci szansę to zobaczyć.

6251_69

Póki co, nie dostałam żadnej umowy do podpisania. W środę mam zostać wrzuconą od razu na głęboką wodę (cokolwiek to oznacza) i po trzech dniach sama mam zdecydować, czy chcę spróbować; czy to coś dla mnie.
Rzecz jasna, ja już w tej chwili wiem, że chcę, ale podoba mi się ten „czas na rozbieg”. Oraz to, że nikt mi tam nie dawał do zrozumienia, jakąż to przefantastyczną szansę mnie, niegodnej, się właśnie daje.
Nic z tych rzeczy, uwierzcie mi na słowo.

Po prostu zaproponowano mi fajną pracę.
Po prostu.

No, to się nagadałam…

6256_39

… a teraz rozglądam się wokół siebie…

Pokój, w którym teraz siedzę, urządzaliśmy wspólnie z BM. Tu miało się toczyć nasze wspólne życie, kiedyś już nawet zastanawiałam się, gdzie będzie stała kołyska.
Sporo mnie kosztowało przyzwyczaić się do przebywania tu samej, ale polubiłam tę przestrzeń, przearanżowałam tak, by stała się naprawdę moją, przytulną, wygodną, ładną.
Teraz na jakiś czas wprowadzę się do Mężczyzny, a potem wynajmę mieszkanie, które będzie małe i na pewno bardzo skromne, ponieważ główne (jeśli nie jedyne) kryterium jego wyboru stanowi, rzecz jasna, cena.
Przede mną więc szukanie kąta u kogoś, a potem urządzanie swojego kąta zupełnie od początku.
I szkoda mi trochę ścian w kolorze ciepłe kakao, szkoda mebli, które skończyłam spłacać pół roku temu, drewnianego parapetu, niedawno wymienionych okien, zapachu, szkoda właśnie tego światła właśnie tych lamp.
We wtorek się stąd wynoszę i jeszcze nie zaczęłam się pakować – ciekawie jest obserwować u samej siebie, jak uparcie opóźniam podjęcie działania. Nie wiedziałam, że to będzie dla mnie takie trudne.

Teraz jednak już o tym wiecie i głupio by było coś zawalić.
Choć pora późna, trzeba zaparzyć herbatę i zrobić jeszcze jedno pranie.