Uwielbiam festiwale. Nie to, żebym szczególnie często na nich bywała, ale jeśli już mi się któryś przytrafi – jaram się każdorazowo.

Być może ten Cieszyn sprawiał mi taką frajdę głównie dzięki temu, że wydarzył mi się po raz pierwszy od paru lat, ale uważam, że miałam też prawdziwe szczęście do filmów. Jeden tylko sprawił mi zawód, ale i on zasłużył na wyróżnienie, znajdziecie go więc także w zestawie poniżej. Dziś druga część moich krótkich recenzji. Przedostatnia!

XX Kino na Granicy – ZWYCIĘZCY – KATEGORIE ZMYSŁOWE

Film z najładniejszymi stylizacjami w klimatach retro.

Ogród rodzinny. Ukochany | Zahradnictví: Nápadník / Jan Hřebejk (& Petr Jarchovský), reż. J. Hřebejk, 2017

Film jest ostatnią częścią trylogii autorstwa wyżej wymienionych. Poprzednich nie widziałam, po tej – mam na nie ochotę. Jest doskonale czeski, dokładnie nie w tym sensie, w jakim u nas zwykło się używać określenia czeski film. Bo jeśli dobrze rozumiem, powiedzenie to oznaczało zagmatwaną sytuację, której nikt nie rozumie, ale niejednego ona bawi, choć w specyficzny sposób. Cóż, jeśli przyjąć, że ta specyfika wynika z umiejętnego łączenia smutku z dystansem, to – owszem. Czeski film.

Akcja toczy się w latach 50′ i na szarym komunistycznym tle, plecionym z lęków, podejrzliwości i rozczarowań, moją uwagę przykuły między innymi właśnie stroje głównej bohaterki. Nie są szczególnie wymyślne, ale wdzięczne i idealnie odtworzone (lub może pieczołowicie… wygrzebane). Jeśli ktoś jest wielbicielem, coraz bardziej popularnego aktualnie, stylu vintage i retro w modzie, może sięgnąć właśnie po ten film i znaleźć w nim sporo inspiracji.

Najlepsza muzyka i doskonałe odciążanie zabójczo poważnych kwestii.

Granica | Čiara / Nowe filmy słowackie, reż. P. Bebjak, 2017

Nie tylko, ale zdecydowanie także – dla wielbicieli Watahy. Ten sam temat, podobne krajobrazy, a czasy tylko odrobinę dawniejsze. Po filmie odbyło się spotkanie z twórcami, dzięki któremu wiem, że – o zgrozo – historie w nim przedstawione są autentycznymi. Nie zdarzyły się tylko w jednej rodzinie, ale ktoś faktycznie się z nimi zderzał…
Muzyka naprawdę robi wrażenie i nie da się jej przegapić. A poza tym: główny bohater jest z tych, którymi się kibicuje „mimo wszystko”, lasy to aż pachną, no i to, za co go także nagradzam, czyli rzeczywiście świetnie wyważone dodawanie elementów komicznych. Nie wstydzimy się śmiechu, a za okazje do niego – odczuwamy wdzięczność.
To był pierwszy obejrzany przeze mnie obraz i trafiłam od razu idealnie. Bardzo polecam.

Bardzo ładne Czechy.

Wołga taty | Tátova volha / Nowe filmy czeskie, reż. J. Vejdělek, 2018

Choć wiem, że nazwa mojej nagrody dla tego filmu brzmi banalnie, uwierzcie mi – pokazane krajobrazy każą myśleć, że głównym celem filmu jest promocja Czech. Bo okazuje się, że  tam jest naprawdę przepięknie! Trudno zresztą byłoby tego nie podkreślać w tzw. filmie drogi.

W gruncie rzeczy, oczywiście, chodzi tu także o historię, ale ta akurat jest może zbyt prosta na jakieś szczególne wyróżnianie. Co nie oznacza, zapewniam, że może znudzić albo rozczarować. Matka z córką wyruszają w podróż do dawnych kochanek zmarłego męża (ojca). Choć brzmi to nieco znajomo – nie szkodzi. Bo do tego dołóżcie czeskie poczucie humoru, te naprawdę cudne widoki i delikatne, a jednak nie pozostawiające wątpliwości przesłanie o tym, jak ważne jest w rozmowie rzeczywiście siebie słyszeć i widzieć.

Najpiękniejsze kostiumy + kolorystyka najbardziej adekwatna do czasów akcji.

Prowokator / Danuta Stenka, reż. K. Lang, 1995

Do pójścia na ten film skłoniło mnie, w gruncie rzeczy, jedno zdanie z jego opisu w festiwalowym przewodniku: Bogusław Linda w szczycie aktorskiej formy. Od obejrzenia po raz pierwszy filmu Tato, jestem cichą fanką tego gościa. Oprócz tego, internet mówił o widokach Tatr, chciałam posłuchać muzyki Lorenca, pooglądać Stenkę…

Po projekcji odbyło się krótkie spotkanie z twórcami, m.in. z Dorotą Roqueplo – autorką kostiumów. I był to doskonały pomysł, ponieważ stroje w tej produkcji rzeczywiście zwracają uwagę, a przynajmniej ja się im przyglądałam, choć żaden ze mnie znawca mody. Trudno jednak nie zachwycać się kamizelami, sukniami, chustami, a nawet… skarpetkami, kiedy wszystko jest tak dopracowane, tak doskonale współgra z atmosferą, z relacjami.

W mojej opinii, współgra z tym wszystkim także specyficzna kolorystyka, korespondująca z klimatem fotografii, wykonywanych przez bohaterkę graną przez Danutę Stenkę.
I to naprawdę dobrze świadczy o filmie, kiedy można w nim pochwalić także takie jego elementy.

Film, za który jestem najbardziej wdzięczna.

Wieża. Jasny dzień / Nowe filmy polskie, reż. J. Szelc, 2017

Nie nazwę tego arcydziełem, ale dzieło, wytwór sztuki – tym jest ten film z całą pewnością. I jak podkreśla autorka, która z całą pewnością jest artystką, jest twórczynią; historia, jej sens – nie są w nim najważniejsze.

Dla mnie ważne jest po prostu to, że taki film w ogóle powstał. Tak… inny. Pod wieloma względami. Tak dopracowany w niejasności, w zawieszeniu. Film pełen przestrzeni, świeżości. Dowód, że można, a moim osobistym zdaniem – trzeba. Zwłaszcza, kiedy już okazało się, że nawet tak odważne posunięcia oznaczają docenienie, nagrody. Nie wiem, czy blichtr, ale sławę, którą jestem pewna, że Jagoda wykorzysta po to, żeby otwierać kolejne drogi. I oczy.

Trudne to zjawisko, ale właśnie za bycie zjawiskiem – chwała. I moja wielka wdzięczność.

Najładniejsze kolory szminek, dywany, ładne wnętrza.

Prawdziwa historia | D’apres une histoire vraie / Nowe filmy polskie, reż. R. Polański, 2017

Przyznanie temu filmowi wyróżnienia jest z mojej strony swoistym aktem litości. Byłam zaskoczona – i nie tylko ja – wtórnością, nudą, zmarnowaniem potencjału. Być może były to wszystko zabiegi świadome, jak jednak powiedziała moja znajoma, po Polańskim spodziewamy się braku podobnych wątpliwości. Film – zawód, jeśli jednak ktoś po prostu lubi historie (i nie przeszkadza mu ich przewidywalność), to dodatkowo dostanie w pakiecie rzeczywiście całkiem miło urządzone wnętrza. No i Eva Green jest niezmiennie oszałamiająca. I ma świetne szminki. Oraz buty.

 

Za pokazywanie piękna w drobiazgach.

Dusza i ciało | Testről és lélekről / Akcent rosyjski | Akcent węgierski, reż. I. Enyedi, 2017

Dwoje pracowników rzeźni odkrywa, że codziennie śni o tym samym. Raz więc, że ta rzeźnia, a dwa, że – przynajmniej pozornie – jest to dwoje ludzi bardzo się od siebie różniących.
I film jest trochę bajką, ale nie wymagałam od niego wiarygodności ani przez chwilę. Bogactwo realistycznych, a jednak autentycznie pięknych ujęć było łącznikiem pomiędzy tą bajkowością i światem rzeczywistym. Przyziemnością.

Wyszłam z kina zachwycona ludźmi jako… elementami świata. Tak, jak można się zachwycać żyłkami liścia, puszystością młodych kacząt, szumem deszczu, tak zachwyciłam się ścięgnami, włosami, skórą.

Jeśli nie widzieliście, myślę, że koniecznie powinniście, co najmniej z tego powodu, że jest to obraz bardzo oryginalny, nie przegadany, niosący spokój – ale także dla tego, za co ja go nagradzam.

Odpowiednio nienachalna, a jednak czytelna symbolika.

Światło i cień | Tereddüt / Nowe filmy polskie, reż. Y. Ustaoğlu, 2016

Film, który przyciąga historią – Turcja i historia dwóch kobiet; bardzo młodej, wydanej za mąż wbrew swojej woli i nieco starszej, odnoszącej sukcesy zawodowej, żony przystojnego i liberalnego mężczyzny, mieszkanki dużego, pięknego domu.
Wiadomo, że kontrast okaże się tylko pozornym, a to, co mnie zaskoczyło, to dojrzałe i profesjonalne aktorstwo młodszej z głównych postaci. Nie, żebym miała wcześniej jakieś szczególnie zaniżone oczekiwania, ale rzeczywiście zwróciła moją uwagę. Zwłaszcza w scenie pracy terapeutycznej metodą dramy… ale nie będę niczego zdradzać.

Wyróżniam jednak ten film za świetne ogranie… morskich fal.

Sny o wodzie oznaczają podobno potrzebę zmiany. Mnie jakiś czas temu często śniły się powodzie, a choć pływakiem jestem przeciętnym, lubię pływać, lubię wspomnienie z nocnych kąpieli w jeziorze, lubię na wodę patrzeć. Pierwszym powodem, dla którego chciałam odwiedzić Islandię, była mnogość wodospadów, których huk jest dla mnie synonimem wolności, ale i skupienia, poświęcenia uwagi samej sobie.

Morze pokazane w tym obrazie filmowym, zdecydowanie jest także głośne; nie tylko szumi, lecz wręcz właśnie huczy. Zagłusza. I przyciąga.
Jak wolność, która – jak wiemy – jest nie tylko dana, ale i zadana.