Tak, wiem doskonale – większość już się domyśliła, a niektórym po prostu sama o tym powiedziałam, ale myślę, że uczciwość wymaga napisania o tym wprost i tutaj.
Zatem: przeprowadziłam się.

Od tygodnia mieszkam z Mężczyzną.

I o mój Boże.

Przyjaciółka twierdzi, że nasz związek dostał przyspieszenia jakiejś petardy. Że mamy jakąś niebywałą eksplozję uczuć. Bo i zamieszkaliśmy razem, i mamy poważniejsze wspólne plany na przyszłość.

Jak ja bym chciała, żeby to było takie proste…

Czy wiecie, o co można się kłócić?

Nie będzie wyliczanki, nie chcę się aż tak obnażać publicznie, zwłaszcza że – w gruncie rzeczy – mam doskonałą świadomość tego, jak żenująca  jest większość powodów, dla których sięgamy po broń cięższego kalibru.

Podam jeden przykład, z wczoraj.
Otóż można się pokłócić o to, że jemu nie zależało na jego desce do prasowania, a ja zrozumiałam, że mu zależy, więc swoją deskę oddałam siostrze i teraz wydawało mi się, że mu zwyczajnie będzie miło, a on zamiast tego powtarza, że przecież mu wcale nie zależało, przez co ja czuję się śmieszna z moją zbyteczną dobrą wolą, więc uważam, że niepotrzebnie robi z igły widły, na co on stwierdza, że to ja robię z igły widły – i już poszło, kula śniegowa się toczy i zmiotła parę chałup, a sołtys tej wioski ryczy w poduszkę.

Tak, jesteśmy dorośli. I dziurawe mamy serca jak sita.

Postanawiamy niezmiennie, od wielu miesięcy – kiedy nie jesteś pewien intencji drugiej strony, zakładaj, że były dobre. Że nikt cię nie chce zranić. Że tym razem osoba, z którą się związałeś, mówiąc coś, nie ma na myśli czegoś zupełnie innego, czego się dowiesz dopiero, kiedy ci powie przy tobie nie mógłbym być szczęśliwy. Kiedy masz wątpliwości, staraj się je rozwiać, pytając.

Postanawiamy – i ciężko nam idzie trzymanie się tych postanowień. A przeprowadzka wcale tego nie ułatwiła.

Do tego w pracy roboty coraz więcej, większość pracowników naszej firmy już powoli traci oddech, choć to przecież zaledwie marzec.

I ciągle łatwo potrafię się doprowadzić do stanu, w którym tracę nadzieję na zdobycie umiejętności doceniania tego, co mam i bycia sobie samej za to wszystko wdzięczną. Ciągle zdarzają się chwile, w których bez mrugnięcia okiem stwierdzam, że przede mną nie ma żadnej, ale to zupełnie żadnej przyszłości.

I, na szczęście, tak do końca jeszcze mi nie odbiło, żeby nie widzieć, że mam pracę, którą lubię, i że właśnie zamieszkałam z facetem, którego odważyłam się pokochać, i który najprawdopodobniej też zaryzykował oddać mi spory kawał swojego serca.

Cóż z tego, że ono dziurawe? A może to tylko dziury po puzzlach, może te puzzle właśnie ja trzymam w dłoni.

Jak tylko przestaniemy się wkurzać, jak tylko przestanę te dłonie zaciskać w pięści, będzie można po prostu być dla siebie czułym.

Będziemy. Już teraz nam się to zdarza – i bardzo dobrze nam to wychodzi.

A nie chce ktoś może woreczka soli? Mamy zapas soli na parę lat.
Albo chociaż trochę cukru pudru?..

Liście laurowe?..

Komu deskę do krojenia?..