Ustanawiam nowe święto.
Wiem, że dziś już Św. Patryk, ale kto powiedział, że nie można podrzucić czegoś jeszcze?
Podrzucam.
Ustanawiam dzień 17 marca Dniem Dobrego Chłopa.
Doświadczyłam dziś mnóstwa pozytywnych emocji dzięki różnym mężczyznom.

A pewnie, że opowiem.

Po pierwsze – najlepszy z najlepszych, czyli MÓJ Mężczyzna. Wczoraj, kiedy po wyjściu z kina, w okolicach godziny 22:00 rozmawiałam z szefem i robiłam zamówienie – znowu się podłamałam. Nie samą tą sytuacją, bo od początku pisałam się na nadgodziny, ale swoim przejmowaniem się, lękami. Nie mogłam sobie przypomnieć, po co to robię – i poczułam się bardzo słaba, bezradna, mizerna i maleńka.
Przyszedł do mnie na noc, utulił do snu, który dzięki niemu był mocnym i zdrowym. Także wspólny poranek to sama cudowność, a z kolei po południu pozwolił wpaść dosłownie na kwadrans – tylko po to, żeby zeżreć mu trochę zupy i popędzić do siebie, by otworzyć drzwi Panu Remontowemu.

Podziękowania należą się Panu Parkingowemu spod „Fortów Kleparz”. Bojąc się spóźnienia na umówione spotkanie, przyszłam pół godziny przed czasem, w przeciwieństwie do menadżera klubu. Pan Parkingowy otworzył szeroko drzwi swojej budki i kazał wejść, i nie marznąć, a potem raczył opowieściami o łódzkiej manufakturze, o koncercie Scorpionsów, na który się wybiera, o tym, że ci państwo, co teraz odjechali, to na 85% dali sfałszowany bilecik, bo proszę zobaczyć, mam tu oryginalne, to jest zupełnie inny charakter pisma, ale ja się nie chcę z ludźmi kłócić, nie płacą nam tu od utargu.

Nie pierwszy już raz przekonałam się też, jakie wsparcie mam w A., którego prawą ręką (ponoć) jestem.
Niektóre sytuacje są po prostu dla mnie zbyt niezrozumiałe, żebym była w stanie jakoś się przynajmniej odnieść, o bronieniu się już nie mówiąc. I nie muszę tego robić, bo broni mnie on, nie proszony przez nikogo; podnosi głos, klnie, jednocześnie spokojnie zapewniając mnie, że nie ma powodów do nerwów.
To dla mnie kompletnie nowy układ i lubię ten rodzaj bezpieczeństwa, który on mi zapewnia.

Dziś też po raz kolejny dostałam górę wsparcia od współpracowników. Jeśli mogę sobie pozwolić na danie upustu potrzebie prostego psychologizowania, to wydaje mi się, że Bracia mają po prostu mądrą mamę i dobre z nią relacje. Obdarzają mnie, właściwie od początku, ogromnym ciepłem, no i nie wiem, jak to robią, ale naprawdę zawsze zauważają, kiedy już przerażenie zatyka mi płuca i żyły, i kiedy zaczynam myśleć nad ucieczką (przynajmniej pod jakiś stół). I nie stoją wtedy z boku, tylko nie pozwalają za bardzo dać się temu wkręcić. No przekochane chłopaki, przekochane.

Na szczególną uwagę zasługuje też Pan Baziowy z autobusu.
Wracając z pracy, usiadłam obok starszego pana z mnóstwem gałązek, pełnych szarych kuleczek. Zapytałam, czy wiezie je z działki… i gadaliśmy, dopóki nie wysiadł. Mówił o tym, jak mądrze urządzona jest natura. Opowiadał o pszczołach, o tym, dlaczego na czubkach drzew iglastych jest mniej igieł. O wiewiórce Basi i o oszronionym lesie.
No i obdarował mnie tą szczególną gałązką, dziwaczną, niezwykłą, którą widzicie na zdjęciu powyżej.

Pan Remontowy przyjechał przed szóstą, a wyszedł po dziewiątej. Zrobił wszystko to, na co umówił się z właścicielem i wszystko to, o co miałam kaprys go dodatkowo poprosić. Owszem, otrzyma po prostu wynagrodzenie, mimo to wydaje mi się, że miał prawo co najmniej okazać oburzenie prośbą o powieszenie mi kilku ramek.
Nawet nie przewrócił oczami, skubany, był miły, kulturalny, pracował z zaangażowaniem i bardzo porządnie.
Jeśli ktoś w Krakowie będzie szukał „złotej rączki”, niech uderza do mnie. Biorę tylko pięć procent.

Czuję spokój, pierwszy raz od dłuższego czasu. Czuję, że sporo spraw rozgrywa się w sposób naprawdę dobry dla mnie.
Czuję się tak, jakbym powierzyła siebie opiece właściwych osób. I jakby wreszcie uspokajały się, normalniały moje relacje z mężczyznami… czy to możliwe? Tak na starość?

Nawet, jeśli to są wszystko wyjątkowe sytuacje, cieszę się ich doświadczaniem. Dzięki, chłopy!