Kiedy ubyło słońca, wszystko zmieniło kolory.
Niebo, ziemia, trawa.
Kamienie, ściana, płot.
Liście i gałęzie, i pąki, i zwinięty w rulon gumowy chodnik, który porasta mchem.
Wszystko miało w sobie więcej szarości i chłodu.
Wszystko zamarło i przycichło.
I tylko pies nie przestawał szczekać.

Spróbujcie mnie przekonać, że to powyżej, to nie jest arcydzieło…
Robiłam to trzy kwadranse. To po prostu JEST wybitne.

Potrzebowałam zająć się czymś krańcowo bezużytecznym. Absorbującym, nie zostawiającym miejsca na myślenie o czymkolwiek innym.
Potrzebowałam zrobić coś choć trochę głupiego. Odpuścić. Choć na trzy kwadranse.

 

To dopiero półtora miesiąca tej pracy.
Nauczcie mnie przestać się tak przejmować.
Tak bać.
Oszaleję.