Wygląda na to, że przebrnęłam przez Urząd Pracy, zdobycie zatrudnienia w Krakowie też nie było aż takim wyzwaniem… ale przede mną prawdziwa szkoła kadetów, surwiwal i egzamin z życia: znalezienie mieszkania.

Mam za sobą oglądanie dopiero jednego, choć umawiałam się już parę razy.
Mam nadzieję, że to nie wygląda zawsze tak, jak dziś.

Mężczyzna poszedł ze mną, bo to zawsze pewniej i może zobaczy coś, czego ja nie dostrzegam.

I oto ta bursztynowa komnata osiedla Słonecznego: brak przedpokoju, wchodzi się bezpośrednio do namiastki kuchni (bez piekarnika). Łazienka bez umywalki. Pokój z szykownym uchwytem pod telewizor na środku różowiutkiej ściany.

Nie to, żeby to były jakieś okoliczności typu koniec świata, po prostu piszę to, co zauważyłam i chcę podkreślić, że cudów nie było.

Była natomiast, oprócz różu i tego szpeciorstwa pod telewizor,  średnio ładna, za to zajmująca jakąś 1/4 przestrzeni komoda, pan właściciel oraz niebieska kanapa z rozłożoną na niej panią właścicielką.

Czy można ewentualnie przechować komodę w piwnicy?
Nie ma takiej możliwości, nie mamy piwnicy – to pani właścicielka, którą na potrzeby niniejszego tekstu będę nazywać „babolem”.
W sumie mogłaby pani sprzedać, a nam po prostu dać większą kaucję…  – pan właściciel – … prawda? – rzucone niepewnie w stronę babola, po której minie widzę, że oj, niezupełnie prawda.

Nie bardzo wiem, o co pytać, w sumie nie jest tak źle, zastanawiam się już, gdzie powiesiłabym półki….

Pani tu będzie mieszkać sama czy z panem? – babol, choć to pytanie już padło i mówiłam, że sama. Co powtarzam.
Pytam, bo jeśli z panem, to od razu zmieniamy umowę.

– Ok, ale przecież mówię, że zamieszkam sama.
Powtarzam cierpliwie.

Mieliśmy już taką sytuację, że zameldowała się jedna osoba, a w końcu mieszkało dziewięć – pan właściciel i już wiem, że tych dwoje było sobie przeznaczonych.
I gwałtownie próbuję sobie zwizualizować w tej przestrzeni dziewięć osób naraz, co wychodzi mi tylko pod warunkiem, że wszystkie te osoby stoją.

Kiwam głową na tę historię, półki w mojej głowie jeszcze nie zniknęły ze ścian, kiedy znowu odzywa się babol:

Więc pytam, czy pani będzie mieszkać sama, czy z panem?

Jesusfuckingchrist. Uśmiech i odpowiadam: – Przecież mówię, że sama. Ten pan ma własne mieszkanie, więc nie będzie ze mną mieszkał.

Ale ja to muszę wiedzieć, dlatego pytam – czy pani będzie tu mieszkała sama?

– Tak, jak mówiłam, sama. Dziękuję, myślę, że już wszystko wiem, do widzenia.

Nawet nie wiem, czy mi odpowiedzieli, kij im w żebra.
Trochę szkoda, bo facet był naprawdę miły, ale nie chciałabym już mieć najmniejszego kontaktu z tą królową Nowej Huty, z tą panią na z-bólem-serca-wynajmowanych-włościach.

Trochę szkoda, że i tak znajdą lokatora.

Krakowskie kawalerki – Agni: 1 – 0.

A zdjęcie z lodówki stojącej w naszej firmie. Nie bardzo wiem, co to za bania z musztardami, ale jak już będę mieć swoją lodówkę, to też sobie kupię musztardę, a może nawet chrzan.