Uciekam w nadaktywność. Szczycę się nią, bez udawania ciesząc wymyślanymi przedsięwzięciami, wychodząc z inicjatywami, kreując, spotykając się, rozmawiając. Patrząc.

Największa przyjemność – ta fizyczno-umysłowa, kiedy dotykam gliny i własnej wyobraźni. Pierwsze zetknięcia z ceramiką, tworzę skorupy i mam przy tym wrażenie, że sama zdejmuję je z czegoś w swoim środku. Piłuję na krótko paznokcie i z rozkoszą ugniatam szarą masę.