Jeszcze niedawno, każda wiadomość od szefa, zaczynająca się od słów pojedziesz… doprowadzała mnie do problemów żołądkowych.
Właściwie, jeszcze nawet niewiele ponad tydzień temu, kiedy pomyślałam, że być może będę musiała pojechać z jakimiś obcymi ludźmi do Szczecina, Gdyni i Gdańska, czułam się niepewnie. Delikatnie mówiąc, nie bardzo cieszyła mnie ta perspektywa.

A potem po prostu pojechałam i było fajnie.

I nie będę się rozpisywać, bo zresztą nie bardzo jest o czym. Wyjazd był służbowy, a moja praca polegała na fotografowaniu, mierzeniu i zapamiętywaniu.

Przed pojechaniem do Warszawy jednak, poszliśmy na rybę do knajpy przy plaży.

I zimowy Bałtyk, jak zawsze, mnie urzekł. Miło było zresztą widzieć, że nie tylko mnie.
Reszta moich towarzyszy podróży, nawet ci nieustannie do tej pory paplający – zamilkła.

Staliśmy po prostu na tej plaży, wiał wiatr, krzyczały mewy. Patrzyliśmy na morze, braliśmy głębokie wdechy.

IMG_8989m

IMG_8990m

IMG_8998m

IMG_8992m

IMG_8994m

IMG_8996m

IMG_9001m

IMG_9002m

IMG_9005m