Uparcie włażący w moje życie zabłoconymi buciorami, całymi oblepionymi uśmiechniętymi gębami dzieciąt, skandynawskimi wnętrzami pełnymi światła i innym obrzydlistwem, pieprzony, chrzaniony, w mordę jeża, fejsbuk-srejsbuk, mówi mi dzisiaj, że jest Dzień Życzliwości.

A skoro tak, to se postanowiłam, bo mogę przecież, że kończę z pastwieniem się nad sobą. To jest, no dobra, żebyście przypadkiem nie pomyśleli – nie kończę tak zupełnie, to nie jest takie proste. Chciałabym! Bóg mi świadkiem, że bym chciała. I dlatego właśnie co jakiś czas siadam w zielonym fotelu u pani A. i też dlatego, i dzięki temu, wiem, że czeka mnie sporo pracy, czeka mnie niewyobrażalnie gigantyczna ilość takiej pracy, jakiej ciężaru zupełnie sama nie mogę jeszcze pojąć. I na pewno nie wystarczy se postanowić, żeby pewnych mechanizmów się oduczyć, ale równie pewne jest to, że bez postanawiania się nie da. Tylko to jest trochę za duża skala, żeby tak od razu objąć całość, więc na początek – ten oto, niniejszy, blog.

Widzicie, to nie jest tak, że ja nie mam pomysłów na wpisy. Że mi nic nie przychodzi do głowy. Że ewentualnie przychodzą mi do głowy metody autodestrukcji albo jakie dzisiaj można zrobić pranie, albo czy jest coś (oby, oby!) do prasowania, albo… albo… och, a może nawet jest coś, o co mogłabym się z Prawiemężem pokłócić!?
No, więc nie. To nie wszystko o mnie.

Ja dość często, naprawdę, mam w głowie co najmniej trzy zdania, które chciałabym tu zamieścić.

I wtedy uruchamiam PPS, który to skrót w moim osobistym przypadku kontynuuje tradycje bycia niechlubnym swego słynnego dziadka i oznacza Procedurę Pastwienia Się. Nad sobą, oczywiście, że nad sobą.

Powody niewrzucenia tu tych zrodzonych w głowie myśli znajdę zawsze. Pierwsze z brzegu, o:

  1. Bo trzy zdania to za mało, na pewno nie wymyślisz czwartego ani w ogóle kolejnego.
  2. Bo i tak tego już nikt nie czyta.
  3. Bo może i czyta, ale nie komentuje.
  4. No dobra, nie piszesz dla komentarzy? Świetnie. A, ekhm, PO CO w sumie piszesz?
  5. Bo ostatnio przeczytałaś z dziesięć fajnych wpisów na innych blogach i co – myślisz, że twój też będzie fajny? Z jakiej paki? Fajne wpisy piszą fajni ludzie. Fajni ludzie mają albo pracę, albo dzieci, albo skandynawskie wnętrza w mieszkaniach. A czasem to wszystko naraz! I co, łyso ci? Łyso? Zastanów się, czy ty jesteś fajna? Czy ty masz jakieś dziecko, najlepiej skandynawskie jakieś dziecko!?

Mogłabym tak dłużej, ale oszczędzę wam tego negliżu. Wiecie już, o co chodzi.
Naprawdę w to umiem. Naprawdę mogłabym to sobie wpisać w CV. Twoje mocne strony – szybkie znajdywanie argumentów na ich brak. Ha. Ha.

I w ten sposób na blogu hula wiatr, a w zakamarkach mojej głowy umierają olane pomysły.

I z okazji dzisiejszego sympatycznego święta, zainspirowana przez Martynę, która zachęcała na fejsie-nie-takim-snowu-srejsie do bycia życzliwymi dla samych siebie, podjęłam postanowienie: będę pisać.
Nie wiem, jak to zniesiecie, bo właśnie kończę wstawiać tutaj czterysta pięćdziesiąte szóste słowo (to było przed liczebnikami), a post jest, jak by na to nie patrzeć, trochę wręcz o niczym, ale – tak będzie. Bo ja tak chcę, a to jest mój blog, ja go wymyśliłam, ja go założyłam, ja go mam i on będzie taki, jak ja! A ja może nie zawsze jestem fajna i może nawet na warsztatach z projektowania wnętrz myślałam sobie w duchu, oglądając reprezentacyjne pokoje reprezentujące różne style tego wnętrz urządzania, że osz kurde, tak coś podejrzewałam, że wnętrza mojego domu reprezentują sobą co najwyżej mnie, a i tego tak do końca nie mogę być pewna, zwłaszcza kiedy przypominam sobie o paprotce, którą przed paroma tygodniami postawiłam wysoko na witrynie, bo mi się lepiej komponowała, no a dzieci to już zupełnie nie dam rady niczym zastąpić, bo po prostu zwyczajnie wprost ich nie mam – ale jestem. Umiem szybko pisać na klawiaturze i czasem zdarzy mi się napisać o czymś. Czasem zdarzy mi się tylko o czymś pomyśleć.

I wiecie, co? Nawet miałam, w gruncie rzeczy, inną koncepcję tego wpisu, ale tak mi gładko poszło z tym rozwlekaniem wstępu, że niech ten wstęp będzie całością.
Chcę przez to powiedzieć, że dzisiaj na tym zakończę, ale będę sobie tu częściej wracać i nie spodziewajcie się, że zawsze będzie, powiedzmy, super JAKOŚĆ. Ale będzie JAKOŚ. Jakkolwiek. Będę zostawiać ślady, będę się dzielić, bo tak, kurna, se postanowiłam.

Wszystkiego najlepszego, w mordę jeża, nam wszystkim!