To był gotowy post, na 916 słów.

Już nie miał sensu.

Jest początek sierpnia, trzeba by jakoś podsumować… ale coś wam muszę najpierw powiedzieć: mam zły czas. Wracają dawne lęki, niskie poczucie własnej wartości, przekonanie o byciu we wszystkim kiepską…

1. Nie jeżdżę po Krakowie samochodem, bo jest zepsuty. Stoi u mechanika, mam nadzieję, że będzie mnie stać na naprawę.

2. Jest mi nadal dobrze w mieszkaniu, muszę tylko zareklamować roletę z drzwi balkonowych.

3. Jest mi coraz lepiej z Mężczyzną i coraz bardziej zależy mi na tym, żeby i jemu było ze mną dobrze.

4. Byłam w Izraelu. (To kolejny zwiedzony mały kraj na „I”, fajnie.) Napiszę o tym coś więcej, teraz zwyczajnie nie byłoby to właściwe, nie oddałabym tamtych stanów euforycznych.

Ponieważ najbardziej moje myśli zajmuje i prawdopodobnie znaczny wpływ na to moje złe samopoczucie ma – o, takie coś:

5. Nadal nie mam żadnej umowy o pracę.

Siódmy miesiąc.