Staliśmy w kolejce po lody, kiedy zauważyłam na końcu Alei niebieski namiot. Potem zaczęłam wychwytywać w tłumie osoby niosące doniczki. Powiązałam fakty…
Mamo, tam rozdają skrzydłokwiaty, idziemy?
Już z lodami w rękach, stanęłyśmy w kolejnej kolejce. Ta jednak posuwała się bardzo szybko, mój tata dostał kwiatka także dla siedzącej w wózku wnuczki, kwiatka wzięła moja siostra – choć nie planowała. Było miło, słonecznie. Cudowne sobotnie popołudnie, spędzane bardzo spokojnie i spontanicznie z rodziną.

Kiedy wróciłam do domu, w internecie przeczytałam – nie róbcie z siebie dziadów za parę groszy.

Ja serio nie zauważyłam, że jestem dziadem.

Nie mam sił, potrzeby, a nawet umiejętności odpowiadania na takie komentarze. Na taką głupotę, złośliwość, nietolerancję, pomyje. Na taki marny i przykry sposób realizowania swojej potrzeby poczucia bycia kimś lepszym. Nie odpisałam nic.

Nie poczułam się mocno dotknięta, choć zabolało mnie, że ktoś obraża moją rodzinę. Nie znam jednak autorów tych postów, nie są dla mnie nikim ważnym. Już dawno opinie takich osób w żaden sposób nie wpływają na mój sposób myślenia o sobie. Nie, tak naprawdę, przez myśl mi nie przeszło, że ja albo moja mama jesteśmy dziadami.
Że mała słodka Lili w dwóch kitkach nad uszami jest… dziadem.

Tak, ja wiem; chodziło o głupi i nieprzemyślany sposób krytycznego odniesienia się do „kiełbasy wyborczej” – tak także zostały te kwiatki nazwane i rozumiem, że, poniekąd, słusznie. Tym niemniej, obrażano ludzi.

Normalnych ludzi.

Którzy nikomu nic złego nie zrobili.

Choć nie boli mnie to osobiście, boli jako człowieka. Boli w sensie, nie wiem, może poczucia wstydu?.. Że to też jakiś drugi człowiek pisze?.. Że „człowiek człowiekowi”?..
Nie uważam, że bardziej właściwe jest przyzwyczaić się. Nie reagować. To znaczy, no dobrze, ja sama nie zareagowałam. Bo też nie wierzę do końca w sens wdawania się w dyskusje w takich sytuacjach, nie wierzę, że mam szansę do kogoś trafić. (To moja opinia, macie prawo mnie przekonywać, że nie mam racji.) Pisząc o tym, że brak reakcji nie byłby właściwy, mam jednak na myśli emocjonalną obojętność. Wzruszenie ramionami, przewrócenie oczami. Powiedzenie i co się dziwisz? – a przecież jest czemu się dziwić.

Zarazem, nie zatrzymuję się na tej emocji. Na tym… lekkim – ale jednak – poczuciu przykrości.

Jeśli wiara w drugiego człowieka jest naiwnością – nic nie szkodzi. Mogę być naiwna. Wolę, bo świat widziany z takiej perspektywy, wygląda dużo piękniej. W internecie można spotkać chamstwo i myślę, że to naturalne i w porządku, żeby się nim zaskoczyć, żeby go nie rozumieć. A najlepsze, to nadal wierzyć – i codziennie znajdywać na to dowody – że więcej jest zachowań innych. Że więcej jest dobra.
Jeśli takie mam nastawienie, to tak, jakbym wpisała inny adres w nawigacji. Inne hasło w przeglądarce.

Regina Brett w książce Kochaj pisze, że najważniejsze pytanie, jakie powinniśmy sobie zadać, to: Czy chcesz być szczęśliwa/szczęśliwy?
Nie wyobrażam sobie, żeby na takie pytanie móc z pełną świadomością odpowiedzieć przecząco.
A skoro tak, skoro chcę – to po co w mojej nawigacji mam wpisywać „chamstwo”? Po co szukać grafik do hasła „nietolerancja”?

Nie rozumiem, dlaczego ktoś podąża za najniższymi pobudkami i wypisuje takie rzeczy w internecie, ale uważam, że największą krzywdę robi sobie sam.

Ja zgarnęłam kwiatka, zjadłam przy tym lody o smaku masła orzechowego, a potem pojechaliśmy nad Wisłę.