mam nowy skarb!
no, „nowy” tylko poniekąd.

zdobyczny, cudowny, przytaszczony tym razem już nie przeze mnie.

tamto szpeciorstwo, którego jedyną zaletą było, że je tu sama po schodach dźwigałam, ląduje chwilowo w korytarzu.

i ciekawa rzecz. bo przecież wychowana jestem w domu jednorodzinnym, a jednak ilekroć wychodzę potem z mieszkania, dziwi mnie, że w fotelu nie siedzi z papierosem jakiś wujek z mojego dzieciństwa.
(bywa, że zupełnie nie panuję nad obrazkami, które tworzy moja głowa.)