dziś pierwsze spotkanie w sprawie OFF Camery, ale, oczywiście, nie mam na nim przy sobie aparatu.
nie zabieram go również na kawę z Mężczyzną ani potem na zapiekankę w najbrzydszym-miejscu-z-zapiekankami w całej Hucie (a przynajmniej, że tak to ujmę, bardzo liczę na to, że brzydszego nie znajdę).

nie mam aparatu, kiedy oglądamy ostatnią zaległą część „X-Men’ów”, kiedy wracam do siebie przyjemnym wieczornym spacerem.

nie mam pomysłu, co sfotografować, ale przypominam sobie – mogę pokazać poszewkę.
uszyła mi ją mama, napisów nie umiem przeczytać, ale najważniejsze, że tkaninę kupiłam w lipcu – po drodze z Mahane Yehuda. deal with it!