IMG_9300m31-12ten wieczór, noc, zawsze miały dla mnie znaczenie. odkąd pamiętam, bo kiedyś po prostu rozrywki zapewniali mam rodzice. wszyscy w rodzinie uwielbiamy film z Sylwestra bodaj 1991-92 (lub coś koło tego), na którym dwie pary rodziców tańczą razem z dzieciakami taniec robotów do „I can’t dance” Genesis.
rzadko miewałam jakieś noworoczne postanowienia, nie o to chodziło. chyba, mimo wszystkich tych niekończących się pretensji do samej siebie o bycie niewystarczająco dobrą – chyba jednak byłam z siebie zadowolona. cieszyłam się minionym rokiem i cieszyłam na nadchodzący.

wiecie, najzwyczajniej nikt nas nie zaprosił. i początkowo wydawało mi się to jakąś przegigantyczną społeczną porażką, dowodem śmierci wszystkich moich przyjaźni… na szczęście, dość szybko uświadomiłam sobie, że sama niespecjalnie też poruszałam temat Sylwestra w rozmowach ze znajomymi. zaabsorbowana pracą, związkiem. zostałam bez planów.

siadamy na kanapie, wtuleni w siebie, oglądamy filmy.

pierwszy raz czuję, rozumiem to naprawdę: jestem dla niego wystarczająca.

oglądamy filmy, trochę pijemy, trochę gadamy, przed północą wyciągam go pooglądać sztuczne ognie.