Tag

zmiany

To mi mocno zaprząta głowę.

To był gotowy post, na 916 słów. Już nie miał sensu. Jest początek sierpnia, trzeba by jakoś podsumować… ale coś wam muszę najpierw powiedzieć: mam zły czas. Wracają dawne lęki, niskie poczucie własnej wartości, przekonanie o byciu we wszystkim kiepską…

I staję się ja.

Och, te durne letnie noce! Człowiek powinien spać, a potem za dnia stworzyć zupełnie inny wpis. O Izraelu, o tym, co dał nam, naszemu związkowi, co dał mnie, co pokazał, czym wrył się na zawsze pod skórę. Człowiek powinien okrasić taką… Continue Reading →

Truskawki z rabarbarem.

Coraz częściej myślę, że już panuję nad swoim życiem i bardzo lubię przyłapywać się na takim przekonaniu. I cieszy mnie, że  tak niewiele mi potrzeba, bym była pewną, że trzymam ster w swoich rękach.

Że nie jest czarno-biało, i że nie zawsze w górę.

W ciągu minionego tygodnia, parę razy zabierałam się za nowy post. Miało być np. o kolejnym oglądanym mieszkaniu – dla przeciwwagi, bo tym razem było ładnie i miło. Albo o wypadzie na basen z chrześniakiem i… Byłym Mężem. W końcu… Continue Reading →

Rzecz krótka o szukaniu mieszkania.

Wygląda na to, że przebrnęłam przez Urząd Pracy, zdobycie zatrudnienia w Krakowie też nie było aż takim wyzwaniem… ale przede mną prawdziwa szkoła kadetów, surwiwal i egzamin z życia: znalezienie mieszkania. Mam za sobą oglądanie dopiero jednego, choć umawiałam się już… Continue Reading →

Skoczyłam.

Taki bywa Kraków, taki jest mi pokazywany i takim go widzę. Żadne tam Planty, Rynki, kawy w szpan-hipster-skich knajpach, choć to oczywiście też, ale tylko czasem. Dla mnie to miasto to długi spacer i pączek cynamonowy z cukierni. I odkrycie… Continue Reading →

Drobiazgi.

Nie przywiozłam ze sobą zbyt wielu rzeczy. Obawiałam się, że będę ich potrzebować dużo więcej, zajęły tylne siedzenie samochodu – wydaje mi się, że jest nieźle. Oczywiście, nie jestem z tych, co całe życie mieszczą w jednej walizce, ale też… Continue Reading →

Byłam dziś w lesie.

Założyłam ciepłą bieliznę, wzięłam najbrzydsze i zarazem najcieplejsze buty, jakie mam. Zawaliłam trochę z rękawiczkami, po godzinnym łażeniu były kompletnie przemoczone (ta umiejętność nie zanikła u mnie z wiekiem), dzięki kucaniu w śniegu tyłek też właściwie miałam mokry. Oraz: odświeżone… Continue Reading →

Pierwszy efekt, pierwszy stresik.

Tak wygląda moje „centrum dowodzenia” – miejsce pracy, a raczej o pracę zabiegania. I powiedzmy sobie szczerze, w ostatnich dniach ekran mojego laptopa wyświetlał właśnie głównie bardzo podobne kadry do wyżej uchwyconego. Wciągnął mnie serial i tak naprawdę, od tygodnia… Continue Reading →

© 2017 Rzut beretem — Powered by WordPress

Theme by Anders NorenUp ↑