Tag

życie jak w madrycie

Warto czasem coś odczarować.

Kiedy obie z przyjaciółką przechodziłyśmy przez rozstania… … och, doprawdy, darujcie sobie to teatralne westchnienie. Nie, nie będzie znowu o moim byłym. No, może troszkę. Kiedy więc obie z przyjaciółką zostałyśmy przez nasze, jak się nam wówczas wydawało, drugie połówki, kopnięte… Continue Reading →

Babcia czyli dobre geny.

Na zdjęciu powyżej, od lewej – moja babcia, moja mama i ja. Daty są jedynie przybliżonymi datami wykonania zdjęć. Moja babcia przez okrągły rok jeździ kilka razy w tygodniu na rowerze do kościoła. Tak, również zimą. Przed paroma laty miała… Continue Reading →

Uwaga na dłonie.

źródło Kiedy zatniesz się w prawy kciuk, odkryjesz parę prawd o sobie. Odkryjesz, że tym kciukiem otwierałaś szampon. A teraz to otwieranie boli. Że tym palcem przytrzymywałaś przy odkręcaniu pojemnik na soczewki. Że włączasz kciukiem aparat. Wyjmujesz z torby klucze. Zbierasz… Continue Reading →

Piątek, 4 stopnie, zamglenia albo po prostu smog.

Tak, wiem, prawie nic nie pisałam przez cały październik. Trzeba było się trochę pozmagać z samą sobą.

Post ze zdjęciem porannego słońca w Nowej Hucie.

Czas popiernicza jak szalony, zapyla jak psychiczny. Jeszcze przed chwilą kładłam się spać u Mężczyzny w niedzielny wieczór, a właśnie kończę się pakować na weekend u rodziców. Pięć minut temu szukałam połączeń z Nazaretu do Tyberiady, dziś na mojej skórze próżno… Continue Reading →

Sklejka.

W mojej pracy mam, powiedzmy, nie jakoś super reprezentacyjne i odpowiedzialne stanowisko. Nawet czasem mi się zdarzy poczuć nie za dobrze z takim byciem przynieśpodajem. Czasem jednak cieszę się, że dzięki temu dotykam każdego z projektów, które realizujemy (Boże, jak… Continue Reading →

Kiedy kończę się pakować.

Nie jestem najlepsza w tytułach, nigdy nie byłam. W tej chwili jest to tym trudniejsze, że kleją mi się oczy, a myśli uciekają. Houston, mamy problem! – napisałam przed chwilą do Mężczyzny. Zmieściłam się w małym plecaku. O CZYM ZAPOMNIAŁAM??

Wodą ogniem burzą perłą na dnie.

To były kolonie w Świnoujściu. Bite trzy tygodnie deszczu. Ośrodek, w którym było zimno, i którego ściany zdawały się przesiąkać wilgocią. Pranie schnące mniej więcej od drugiego dnia po przyjeździe do mniej więcej trzeciego po powrocie do domu. Spaliśmy w… Continue Reading →

Moje życie z chorobą. Zespół KBL.

freeimages.com Muszę wreszcie się przyznać: jestem chora. Byłam nieostrożna i pozwoliłam się zarazić. I oj, naprawdę wolałabym, żeby to były jakieś grypy czy anginy. Ja złapałam innego syfa. Od rodziny, sąsiadów, stereotypów, konwenansów, wszystkich „mówi się” i „każdy tak ma”. Mam… Continue Reading →

© 2017 Rzut beretem — Powered by WordPress

Theme by Anders NorenUp ↑